Strasznie dziś głośno o procesie, która Alicja Tysiąc (no dobra Alicja T. żeby nikt nie mówił ze tu nazwisk używam :P) wygrała z Gościem Niedzielnym (z redaktorem naczelnym i wydawnictwem) o rzekome szykanowanie jej i porównywanie do hitlerowców. Cóż… nie dość, że w tym kraju brak wolności słowa to jeszcze sędziów (zwłaszcza tego co sądził w tym procesie) mamy ślepych (albo analfabetów). Zaznajomiłem się z treścią artykuł no i ni choroby nie mogłem znaleźć fragmentu gdzie Tysiąc porównywana jest do zbrodniarzy hitlerowskich. Nie wiem – może trzeba go czytać wspak żeby coś znaleźć, mnie w każdym razie się nie udało. Być może ten/ta sędzia jest sprytna inaczej, że wyczytała takie informacje.
Kolejnym powodem pozwu było napisanie, iż A.T. dostała odszkodowanie za próbę zabójstwa własnego dziecka - “Jak mówiła w sądzie, najbardziej uraziły ją sformułowania, że otrzymała odszkodowanie za to, że nie pozwolono jej zabić własnego dziecka” – no ale przecież to prawda!!! Alicja Tysiąc próbowała ZAMORDOWAĆ własne dziecko i jeszcze dostała za to ciężkie pieniądze jako ODSZKODOWANIE – mam prawo tak pisać, mam prawo tak mówić i mam prawo tak uważać bo: 1) nie można mi zabronić żadnej z tych trzech rzeczy, 2) jest to najszczersza prawda. Jesteśmy przynajmniej teoretycznie) wolnymi ludźmi żyjącymi w wolnym kraju i mamy prawo do wolności poglądów i słowa nawet jeśli ktoś inny tych poglądów nie uznaje lub się z nimi nie zgadza. To co próbuje się uczynić tym wyrokiem to wprowadzanie cenzury (kolejnego elementu faszystowskiego państwa) a na to zgody być nie może.
Abstrahując od tematu – uważam, że nie powinno się karać ludzi za obrażanie innych – bo czegoś takiego jak obrażanie defacto nie ma. Jest to po prostu wyrażanie poglądów na czyjś temat. Mam prawo powiedzieć “uważam, że pan X jest idiotą!”. To moje święte prawo tak uważać. Jak ktoś nie chce mnie słuchać (albo czytać) można wyjść. Tyczy się to również polityków – w tym pana prezydenta. Co mnie obchodzi, że on jest głową państwa? Żyje za moje pieniądze, pracuje dla mnie więc mam prawo zwymyślać go jak chce jeśli uważam, że źle wykonuje swoją pracę. Tak samo jest w wypadku wyrażania się na tematy religijne – można a nawet trzeba poglądy religijne poddawać krytyce. Religia jest jak pogląd polityczny – z tym się człowiek nie rodzi tylko sobie wybiera. Dlatego i ten wybór można krytykować lub ośmieszać – rysować karykatury bogów, przywódców religijnych / tworzyć na ich temat dowcipy itp. A jak komuś to przeszkadza to niech nie słucha tych dowcipów (ogląda karykatur) i nie kupuje gazet w których są drukowane.
Podsumowując – w Polsce nigdy wolność słowa nie stała na wysokim poziomie. Dzięki Alicji Tysiąc i jej równie ślepej ‘koleżance’-sędzi resztki naszej wolności zostały zniszczone i wróciliśmy do czasów cenzury, gdzie człowiek musi oglądnąć się trzy razy za plecy zanim coś powie.

Odsłuchaj posta z Iwoną.

Komentarze: 5 do “Wolność słowa… a raczej jej brak”
Zostaw komentarz